Pijacki rajd Durczoka. Mamy nowe zdjęcia

Kamil Durczok (51 l.) po wyjściu z policyjnego dołka, próbuje poskładać swoje życie na nowo. Jego kariera, którą budował przez lata, runęła jak domek z kart, a po pijackim rajdzie samochodem doszło jeszcze widmo więzienia. Dziennikarz zaszył się w rodzinnym domu w Katowicach. Ma wiele spraw do przemyślenia. Zarośnięty, z posępną miną, poszedł na spacer z ukochanym psem.

Nad dziennikarzem nadal ciąży widmo aresztu, bo prokuratura zamierza odwołać się od decyzji sądu uchylającej wniosek o tymczasowym areszcie. Dla Durczoka i tak dużym upokorzeniem jest meldowanie się na komisariacie, bo objęty jest policyjnym dozorem.

Doskonale rozumieją się z Dymitrem

Ubrany w sportowy strój w środę rano wyszedł do marketu na zakupy. Po drodze witał się ze znajomymi mieszkańcami osiedla. Pokręcił się po stoisku z warzywami, kupił nabiał i bagietkę. Nie omieszkał sprawdzić, czy media nadal opisują jego historię i interesują się jego życiem. Lekko skrzywił się, gdy zobaczył jeden z tytułów sugerujących, że mógł jechać pod wpływem narkotyków. Odrzucił nerwowo gazetę.

Do koszyka spakował „Fakt” i „Newsweek”. Jak przystało na medialne zwierze, tuż po wyjściu ze sklepu, na chodniku zaczął czytać prasę. Po szybkiej lekturze przyszedł czas na długi spacer i zabawę z ukochanym psem Dymitrem. Widać, że z czworonożnym przyjacielem doskonale się rozumieją. Dymitr wpatrzony w swego pana wykonywał wszystkie komendy, dziennikarzowi także sprawiało to frajdę.

Jednak jego zmęczona twarz świadczyła o tym, że ogrom życiowych spraw przytłacza go. Ten rok nie jest dla niego dobry. Burzliwe rozstanie z partnerką, kłopoty związane z nieudanym przedsięwzięciem medialnym, nierozliczone sprawy finansowe z byłą żoną i brawurowa jazda po pijanemu cudem zakończona kolizją pod Piotrkowem Trybunalskim.

Pijacki rajd Durczoka

26 lipca na A1 na wysokości Piotrkowa Trybunalskiego około godziny 13 miała miejsce poważna kolizja. Czarne BMW X6 M, prowadzone przez dziennikarza Kamila Durczoka, uderzyło w jeden z pachołków rozdzielających jezdnię. W chwili zdarzenia dziennikarz miał w organizmie 2,6 promila alkoholu.

Po kolizji Durczokowi postawiono zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym i kierowania pojazdem w stanie nietrzeźwości. Dziennikarzowi grozi 12 lat więzienia. Sąd zdecydował, że nie trafi do aresztu, czego domagała się prokuratura. Wobec dziennikarza zastosowano dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe w wysokości 15 tys. zł.

Po opuszczeniu sali sądowej dziennikarz wydał oświadczenie, w którym przeprosił za swoje zachowanie. – Mam pełną świadomość, że to, co się wydarzyło jest karygodne absolutnie. Ani przez moment nie zaprzeczałem faktom, które zgromadziła w tej sprawie i policja i prokuratura – podkreślał.

1

2

3

4

5

6

7

Źródło: fakt.pl

Share

Dodaj komentarz