„U mnie nie ma cichych dni”. Dorota Wellman

Słynie z tego, że nie kryje, co leży jej na sercu. Ale dzięki temu znalazła miłość, która przetrwała już trzy dekady.

„Zawsze mówiłam o rzeczach, które mnie bolą czy dotykają. Nie miało znaczenia, kto stoi naprzeciw mnie: mąż, szef czy publiczność. Taki mam charakter i tego będę się trzymać” – mówi otwarcie Dorota Wellman (58 l.), dodając: „Zaufanie wynika ze spójności tego, co mówię i robię. I to ma największe znaczenie. Myślę, że wygrywają ludzie odważni. O tchórzach nikt nie pamięta”.

Tej zasadzie hołduje także w swoim związku. Z Krzysztofem są małżeństwem już 30 lat. – Jesteśmy ze sobą rzeczywiście długo, co czyni z nas dziwolągi w dzisiejszym świecie. Myślę, że mój mąż nosi aureolę nad głową już teraz, a potem żywcem zostanie zabrany do nieba – śmieje się prezenterka, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest łatwym partnerem.

Ale ta świadomość, wbrew pozorom, daje jej przewagę. – Żeby nasz związek mógł się udać, Krzysiek musiał umieć trochę się wycofać, żebym mogła się rozprzestrzenić. Toleruje wiele moich cech, choćby wybuchowy charakter i słowiczy niepokój, który mnie nosi od rana – mówi.

Są ze sobą, bo taką podjęli decyzję już wiele lat temu.

– Ustaliliśmy, że skoro się raz zdecydowaliśmy, to robimy wszystko, żeby przetrwać, a nie wymieniać partnera na nowszy model. Bo w długotrwałej relacji wszystko się zdarza: kryzysy i gorsze okresy. Właśnie wtedy odbywa się najbardziej wiarygodny sprawdzian, czy związaliśmy się z właściwym człowiekiem – wyjaśnia, bo wychodzi przy tym z założenia, że każde doświadczenie, to dobre i to złe, pomaga się nawzajem lepiej rozumieć. I w efekcie jeszcze mocniej cementuje wspólne życie.

Gwiazda TVN ma żmudzkie korzenie. Jest uparta, ciągle w ruchu, nie znosi bezczynności. Takie podejście do siebie i świata wyniosła z rodzinnego domu. – Mama zawsze była czymś zajęta. Ojciec trochę spokojniejszy, ale też nie lepszy. Mąż się śmieje, że nawet jeśli nic nie robię, to na pewno coś robię – stwierdza.

Jej sposób na rozwiązywanie małżeńskich dylematów jest wyjątkowo prosty. – Nienawidzę idei cichych dni. Nigdy sobie na coś takiego nie pozwalamy. Mamy głośne dni. I nieustannie ze sobą rozmawiamy, co stanowi dla mnie jedną z najważniejszych cech relacji – opowiada dziennikarka.

Ta potrzeba kontaktu dotyczy całej rodziny. Także syna, który jest już dorosły, wyprowadził się i ma własne sprawy.

– Rano musimy się z nim zdzwonić. Chcemy wiedzieć, co u niego słychać. Spotykamy się, chodzimy do kina, razem gotujemy. Mamy o czym gadać. Ale jednocześnie każdy ma swoje życie. Myślę, że z powodu niezależności dzieci cierpią tylko ci, którzy nie mieli z nimi dobrego kontaktu. Bo wtedy one się nie wyprowadzają, tylko uciekają – podkreśla Wellman.

pomponik.pl

„U mnie nie ma cichych dni”. Dorota Wellmann

pomponik.pl

„U mnie nie ma cichych dni”. Dorota Wellmann

Źródło: pomponik.pl