Dziesięć lat temu zmarł Patrick Swayze. Jego życie zostało przerwane zaledwie kilka miesięcy po zdiagnozowaniu choroby

Był aktorem, piosenkarzem, tancerzem i modelem, obiektem westchnień milionów kobiet. Największą sławę przyniósł mu „Dirty Dancing”, ale miał na sporo innych sukcesów. Jego życie było, jak sam mówił, pasmem wzlotów i upadków – przeżył katastrofę samolotu, który pilotował, hodował konie arabskie, praktykował buddyzm i transcendentalną medytację, uzależnił się od alkoholu, przeszedł trening EST i omal nie został scejntologiem. Dziesięć lat temu na raka trzustki zmarł Patrick Swayze. Do końca była u jego boku jedyna żona, którą poślubił 34 lata wcześniej.

  • 14 września 2009 roku, zmarł Patrick Swayze
  • Swoje najpopularniejsze role zagrał w filmach „Dirty Dancing”, „Uwierz w ducha”, „Na fali” i w serialu „Północ–Południe”
  • Przyczyną śmierci 57-letniego aktora był rak trzustki
  • Do końca u jego boku była żona, którą poślubił 34 lata wcześniej

Patrick Swayze. Te oczy, ten uśmiech, ten wdzięk. Uwielbialiśmy go szczególnie za trzy role: szlachetnego arystokraty Orry’ego Maina z telewizyjnej epopei o czasach wojny secesyjnej „Północ-Południe”, która w połowie lat 80. trafiła i do polskiej telewizji; uwodzicielskiego tancerza Johnny’ego Castle’a, który wspólnie z Jennifer Grey zachwycał na parkiecie niesamowitymi piruetami w kluczowych scenach „Dirty Dancing” (wyświetlanego u nas kinach jako „Wirujący seks”); no i Sama, chroniącego z zaświatów swoją ukochaną (Demi Moore) w melodramacie „Uwierz w ducha”.

Już tylko te trzy tytuły wystarczyłby, by o Patricku Swayzem mówić jako o supergwiazdorze wielkiego i małego ekranu, przyczyniły się zresztą do nadania mu w Hollywood przydomku „króla farciarzy”. Ale farciarzem nie zawsze był, chociaż od połowy lat 80. uchodził za romantyczny ideał, obiekt westchnień niemal wszystkich nastolatek, a także wielu ich starszych koleżanek. Do tego stopnia, że w 1991 roku magazyn „People” nazwał go najseksowniejszym człowiekiem świata.

Później jego blask przygasł, jak to często bywa, ale nie tak zupełnie.

Swayze miał oczywiście na koncie i inne cenione role. Bo czyż „Na fali”, w którym wcielił się w przywódcę młodzieżowego gangu surferów, nie cieszy się do dziś kultową popularnością? Czy można coś zarzucić jego występowi u boku Keanu Reevesa w kolejnym „akcyjniaku”, „Point Break”? No i czyż aktor nie potrafił też zrywać ze swoim amanckim wizerunkiem? Bo czym przecież była brawurowa rola drag queen w głośnych „Ślicznotkach”, za którą dostał nominację do Złotego Globu? Albo debiut na londyńskiej scenie teatralnej, gdzie w 2006 roku wystąpił w „Guys and Dolls”? Wydawało się, że znów jest na fali wznoszącej…


Source: youtube.com

Wiadomo, że coś nie tak

Fatalną wiadomość usłyszał w styczniu 2008 roku, kiedy zgłosił się do lekarza. Przyczyną jego niepokojów było dolegliwe pieczenie w żołądku, które zaczął odczuwać na planie pilotowego odcinka sensacyjnego serialu „Bestia”.

„Chciałem napić się szampana i to było takie uczucie, jakby ktoś wylał kwas na otwartą ranę – wspominał w swoim ostatnim wywiadzie, jakiego udzielił kilka miesięcy przed śmiercią Barbarze Walters z CNN. – Później zacząłem się nad tym zastanawiać. Zrobiłem się chudy – w mgnieniu oka spadło mi jakieś dziesięć kilo. Potem patrzysz w lustro i widzisz, że twoje oczy są żółte i zaczyna się żółtaczka. Wtedy wiadomo, że coś jest nie tak”.

Z nieba do piekła

Niestety, życie Patricka Swayze zostało bardzo nagle przerwane 14 września 2009 roku, niespełna kilkanaście miesięcy po zdiagnozowaniu u niego raka trzustki. Diagnoza była bezlitosna – czwarte, ostatnie stadium choroby i bardzo niewielkie szanse na wyleczenie.

Aktor się jednak nie poddał i natychmiast rozpoczął bardzo intensywną terapię. Nie bał się też opowiadać publicznie o swojej chorobie. „To prawdziwa wojna – mówił w rozmowie »The New York Times«. – Nie ma znaczenia, na jaki rodzaj nowotworu cierpisz. Chemioterapia zawsze jest piekłem”.

Wrócić do pracy i walczyć!

Mimo tego piekła, dzięki aplikowaniu sobie specjalnych shake’ów budujących mięśnie, udało mu się odzyskać sporą część utraconej wagi i wrócić na plan „Bestii”, by nakręcić pozostałe z zaplanowanych trzynastu odcinków. „Co możesz zrobić, kiedy lekarze mówią, że w zasadzie jesteś już martwy? Wrócić do pracy i walczyć!” – zapewnił, dodając, że czuje się naprawdę lepiej.

„Dla mnie zwycięstwem jest niepoddawanie się. Nieważne, co na mnie spadnie, dam radę się z tym zmierzyć i potrafię iść naprzód”.

Na planie „Bestii” spędzał, mimo choroby, dwanaście godzin na dobę. „Po prostu kocham ciężką pracę. A pod koniec dnia, kiedy wracam do domu, łapię się na tym, że się uśmiecham. Jestem naprawdę dumny z siebie i nie boję się tego powiedzieć głośno”.

Ta fatalna kontuzja

Patrick Swayze był zodiakalnym Lwem – urodził się 18 sierpnia 1952 roku. Był najstarszym z pięciorga dzieci kreślarza Jessiego Wayne’a Swayzego (1925-1982) i tancerki-choreografki Yvonne Helen Karnes Swayze (1927-2013). Jego brat, Don Swayze, także został aktorem. Swoją klasyczną edukację Patrick zakończył na liceum San Jacinto College.

Od dzieciństwa przejawiał zarówno pewną nadpobudliwość, jak i ogromny talent sportowy, co zresztą było zgodne z planami, jakie miał wobec niego ojciec. Ćwiczył sztuki walki, był też świetnym łyżwiarzem, występował w Gallerii Ice Skating Pavilion w Houston, zapowiadał się też jako znakomity futbolista. Zawodową karierę u zarodka zastopowała fatalna kontuzja kolana. Udało się uniknąć amputacji, ale nastolatek musiał się uczyć chodzić od nowa.


Source: youtube.com

Książę jak z baletu

Idealną rekonwalescencją okazał się dla niego balet, którego uczył się w Houston Jazz Ballet Company, Harkness Ballet Theater School i Joffrey Ballet School w Nowym Jorku. „Odkryłem, że taniec był kluczem do powstrzymania w moim życiu depresji” – wyznał po latach.

Na profesjonalnej scenie baletowej Swayze zadebiutował w roku 1970, kiedy miał osiemnaście lat. Wcielił się w księcia w „Królewnie Śnieżce” w spektaklu „Disneyland na paradzie”.

Następnym etapem jego kariery, prowadzącej wprost do Hollywood, był udział w broadwayowskich musicalach „Dobry czas Charleya” (Goodtime Charley), „West Side Story” i „Grease”. Krytycy i widzowie zachwycali się jego tanecznymi umiejętnościami, wkrótce otrzymał więc propozycję filmowego debiutu w nakręconej w 1979 roku komedii „Skatetown, U.S.A.”, a potem pojawił się w jednym z odcinków serialu „M*A*S*H”.

Od świtu do Północy

Przełom? Te najważniejsze, to wiadomo, ale pierwszą ważną rolę zagrał w 1983 roku w głośnym dramacie kryminalnym Francisa Forda Coppoli „Outsiderzy”, obok takich przyszłych gwiazd, jak Matt Dillon, Rob Lowe, Tom Cruise i Diane Lane. Niezłe towarzystwo. Rok później wystąpił w pierwszej głównej roli w dramacie wojennym „Czerwony świt”, opowiadającym o fikcyjnej inwazji kubańskich oddziałów wojskowych na małe miasteczko w Stanach Zjednoczonych.

To tam po raz pierwszy spotkał się z Jennifer Grey, z którą później stworzył parę w „Dirty Dancing”. To tam wypatrzyli go producenci serialu „Północ-Południe”. Sam film odniósł umiarkowany sukces, ale Swayze’go rzeczywiście chwalono.


Source: youtube.com

Aktor na sinusoidzie

Swayze nigdy nie ukrywał, że bardzo często musiał przewartościowywać swój świat, życie i karierę. „Nawet nie wiem, ile miałem wzlotów i upadków” – mówił w 2008 roku w wywiadzie udzielonym dziennikowi „The New York Times”. Nawiązywał tutaj nie tylko do nominacji do Złotej Maliny, jaką otrzymał w 1990 r. za występy w sensacyjnych filmach „Prawo krwi” i „Wykidajło” (skądinąd popularnych) czy do innych aktorskich wyborów – miał przecież na koncie sporo filmów, które są dziś zupełnie zapomniane. „Listy od zabójcy”, „Smokiem i mieczem”, „Zielony smok”, „Tata na wagarach”… Kto to dziś pamięta?

Z pewnością do swoich największych upadków mógł zaliczyć uzależnienie się od alkoholu, przez które w połowie lat 90. przerwał na jakiś czas karierę. Poddał się wtedy terapii. Inna sprawa to nie zawsze udane duchowe poszukiwania – niewiele brakowało, by dołączył do… scjentolgów.

Swayze praktykował też buddyzm i transcendentalną medytację, przeszedł kontrowersyjny trening samorozwoju EST. „Zawsze czułem, że było we mnie coś innego, jakaś inna osobowość, ale bałem się jej przyjrzeć – wyznawał w rozmowie z »St, Petersburg Times«. – Może dlatego, że obawiałem się, iż nic w niej nie znajdę”.

Od pierwszego zatańczenia

To, co najważniejsze, znalazł już w roku 1970 – w postaci czternastoletniej Lisy Niemi. On sam był o cztery lata starszy. Lisę, późniejszą pisarkę, reżyserkę, aktorkę i tancerkę, poznał u jej matki, do której przychodził na lekcje tańca. Pobrali się 12 czerwca 1975 roku i byli razem aż do śmierci Patricka 9 września 2009 roku.

To właśnie żona była inspiracją dla śpiewanego przez niego przeboju „She’s Like the Wind” z „Dirty Dancing”, a oboje wspólnie wykonali po latach „When You Dance” z „Ostatniego tańca”. Swayze nagrał jeszcze kilka innych utworów na ścieżki dźwiękowe filmów, w których występował: „Finding My Way Back”, także z „Ostatniego tańca”, „Raising Heaven (in Hell) Tonight” i „Cliff’s Edge” z „Wykidajły”, „Brothers” z „Prawa krwi”. Nie miał wielkiego głosu, ale śpiewać lubił i wstydu nie było.

Małżeństwo nie doczekało się dzieci. Oboje bardziej niż w Hollywood woleli spędzać czas na ranczu w Nowym Meksyku. Hodowali konie arabskie, spośród których najbardziej znany był kasztanowy ogier Tammen. Swayze był wielbicielem koni czystej krwi.

Kontrowersyjne lądowanie

1 czerwca 2000 roku aktor po raz pierwszy otarł się o śmierć, kiedy pilotował dwusilnikową Cesnę i prawym skrzydłem samolotu uderzył w słup świetlny. Stało się to na skutek problemów z ciśnieniem w kabinie, które zmusiły aktora do awaryjnego lądowania na polnej drodze w kompleksie mieszkaniowym w Prescott Valley w Arizonie. Nic poważnego mu się na szczęście nie stało, ale sprawa obiegła media na całym świecie. Zwłaszcza że towarzyszyły jej spore kontrowersje.

Okazało się, że straż pożarna i szeryf przez kilka godzin po przybyciu na miejsce zdarzenia nie mogli Swayze’ego odnaleźć. Aktor twierdził potem, że odwieziono go pobliskiego domu, by mógł wezwać pomoc. W jego krwi znaleziono ślady alkoholu, nie stwierdzono jednak, czy napił się przed lotem czy już po nim. Ostatecznie nie postawiono mu żadnych zarzutów.

Nie bardzo De Niro

Wspomniana „Bestia” była pierwszym serialem, w jakim Swayze wziął udział od 1985 roku, kiedy nakręcił dwie serie „Północ-Południe” – nie licząc niezbyt udanego miniserialu „Kopalnie króla Salomona” z roku 2004 i paru pojedynczych gościnnych występów. Nie ukrywał, że zazwyczaj mówił telewizji „nie”, gdyż czuł, że jest gwiazdą zbyt dużego formatu, by się z nią wiązać – dziś oczywiście takie myślenie byłoby zupełnie absurdalne.

„Myślałem, że jestem De Niro” – żartował w rozmowie z „The New York Times”.

Ostatnią rolę filmową zagrał pod koniec 2008 roku w dramacie „Błękitny deszcz”, u boku Foresta Whitakera, Raya Liotty, Lisy Kudrow i Krisa Kristoffersona. W styczniu następnego roku, we wspomnianym wywiadzie z Barbarą Walters, nie krył frustracji i strachu przed tym, co przyniesie przyszłość. „Boję się. Jestem wściekły. Ciągle zadaję sobie pytanie, dlaczego ja?” – przyznawał. Dwa dni później trafił do szpitala.

Niestety, 9 września 2009 roku Patrick Swayze zmarł. Do końca była u jego boku ukochana żona i najbliżsi. Ciało aktora zostało skremowane, a prochy rozsiane na ranczu w Nowym Meksyku.

Źródło: kultura.onet.pl